dzika i nieokiełznana przyroda w akcji


Kolejny dowód na to, że aparat trzeba mieć stale w pogotowiu, bo nigdy nie wiadomo, w którym momencie niebo zawali nam się na głowę. Pamiętam gdy któregoś dnia zobaczyłem na polu „strusie”, które potem okazały się żurawiami. Nigdy ich nie było gdy chciałem i były zawsze gdy tylko nie miałem aparatu ze sobą. Tym razem sytuacja była o wiele bardziej komfortowa. Przyroda przyszła do mnie i prawie na progu mojego domu zademonstrowała swoje odwieczne prawo, które mówi o tym, że przetrwają najsilniejsi.
Wszystko rozegrało się na moich oczach. Drapieżnik dopadł swoją ofiarę i lądował przed moim domem. Znowu ponarzekałem sobie w myślach na brak lepszego obiektywu i co za tym idzie – brakiem lepszego zbliżenia ale udało mi się zrobić parę zdjęć. Dosłownie parę. Prezentuję jedno z nich. Ktoś może wie co to za drapieżca? Ja osobiście stawiam na pustułkę ale pewności nie mam.

 

 
jastrzębiowate coś

 

 

Advertisements